Dzisiaj pobiegniemy w maratonie, wybierzemy się do Ogrodów Menara, będziemy poszukiwać suwenirów oraz podsumujemy cały wyjazd. I na koniec zobaczymy jak wygląda ruch uliczny w Marrakeszu.
MARRAKESZ MARATON
Co roku pod koniec stycznia odbywa się w Marrakeszu wielkie święto biegania. To była 23 edycja tego wydarzenia. Zawodnicy przyjeżdżają z różnych zakątków świata, aby wziąć udział w tym piekielnie ciężkim biegu. Co prawda pogoda w styczniu jest idealna do biegania, ale mimo to bieg jest koszmarnie wyczerpujący. Na liście uczestników widziałem kilka polskich nazwisk. Jak się domyślacie pierwsze miejsca przypadły czarnoskórym biegaczom.
Trasa liczyła sobie 42,195 km (half maraton 21,097 km) i wiodła ulicami Marrakeszu oraz drogami wzdłuż murów miasta. Zawody rozgrywane były na 2 dystansach i w 2 kategoriach, męskiej i żeńskiej. Dzień wcześniej także dzieci i młodzież miały okazję pobiegać, ale oczywiście na duużo mniejszym dystansie.
Na mecie dla uczestników czekały dyplomy i medale oraz woda i kilkadziesiąt skrzynek z mandarynkami. A z dużego plakatu, przyjaźnie machał ręką do uczestników biegu król Maroka Mohammed VI.
Ja biegałem… jedynie z aparatem Warto zastanowić się nad wzięciem udziału w maratonie, za pierwsze miejsce płacą 10 000 $
http://www.marathon-marrakech.com/
Zobaczcie jak to wyglądało na zdjęciach:
OGRODY MENARA
Ogrody Menara oddalone są nieco od samego miasta i żeby dostać się tam, musicie złapać petit taxi. Pamiętajcie, że cena za kurs różni się nieco od stawki za jaką można swobodnie jeździć taksówką po centrum miasta. Żaden z 3 zatrzymanych taksówkarzy nie chciał pojechać za 20 dir, dopiero 4-ty zgodził się ostatecznie, ale nie za 20, a za 30 dir. To niby nie jest tak daleko, ale to obrzeża miasta i cena jest wyższa. Mimo to warto tam się wybrać.
To miejsce, które wybierane jest przez mieszkańców Marrakeszu jako punkt, w którym można biwakować i spacerować wśród drzew oliwnych. Widziałem wieloosobowe rodziny, które rozbijały się pod zacienionym drzewem i w pozycji horyzontalnej chłonęły ciszę i spokój tego miejsca. Inni spacerowali alejką, która wiodła do zbiornika wodnego mieszczącego się w centralnej części ogrodu.
To miły przerywnik naszego pobytu w Marrakeszu, z dala od miejskiego gwaru, wszechobecnych motorków i samochodów. Cisza, spokój, przyroda i słoneczko.
Taki spacer po gaju oliwnym, tętniącym zielenią i rosnącymi wszędzie polnymi kwiatami (styczeń) to czysta przyjemność. W oddali widać było ośnieżone góry Atlasu, a na tle gór samoloty startujące z Portu Lotniczego Menara.
OSTATNI DZIEŃ
Ostatni dzień naszego pobytu spędziliśmy na szukaniu drobnych souvenirów, zakupie olejku arganowego i upychaniu wszystkiego w 10 kg walizkach Pamiętajcie, nie zostawiajcie zakupów na ostatnią chwile, bo chwila trwa krótko i można żałować, że czegoś się nie zdążyło kupić…
Rano zjedliśmy śniadanko i z pełnymi brzuszkami ruszyliśmy na pożegnanie z placem Dżami al-Fana. Szklanka soku pomarańczowego, spacer po placu, ostatnie zakupy, taxi i już jesteśmy w hotelu.
Razem z parą Anglików zamówiliśmy busik i ruszyliśmy na lotnisko. Ostatnie spojrzenie na miasto i już po chwili za oknami widzimy konstrukcję terminala. Anglicy i my dajemy napiwek kierowcy i kierujemy się do odprawy. Na lotnisku dopychamy torby i ostatni raz ważymy bagaże. Wypełniamy taką samą deklarację jak przy wjeździe do kraju.
Mam cykora, bo mój bagaż jest trochę cięższy, niż przewiduje norma. W torbie mam dużą ilość olejku arganowego. Kurcze, może nie będą się czepiać – myślę sobie. Kiedy już mamy podchodzić do odprawy, zatrzymuje nas przed wejściem pogranicznik i karze przejść do stanowiska, gdzie nadaje się bagaż rejestrowany. Tam dostajemy podpis i stempel na karcie pokładowej. Sympatyczna Pani z uśmiechem podbija nam karty i informuje, żeby się pośpieszyć. Szybko wracamy i układamy walizki na taśmie. W Marrakeszu są 2 oddzielne ścieżki kontroli. Jedna dla mężczyzn, a druga dla kobiet.
Kiedy już myślę, że wszystko poszło gładko, pani celniczka otwiera moja torbę i robi wielkie oczy. – Tych płynów jest za dużo – mówi, a ja na to zaczynam tłumaczyć, że to olejek arganowy i że kobiety w Polsce będą very happy Kobieta uśmiechnęła się, … i machnęła ręką. Uff, udało się – pomyślałem. Jeszcze tylko odprawa paszportowa.
Głośne klepnięcie pieczątki w paszport, surowe spojrzenie pogranicznika i już stoimy w ogonku do bramki. Nikogo nie sprawdzali i nie mierzyli, tak więc sprawnie wyjechaliśmy walizkami na płytę lotniska i skierowaliśmy się do ostatnich schodków. Samolot był całkowicie wypełniony, a dookoła głośne rozmowy i śmiechy młodych Angielek.
Startujemy, a po chwili stalowy ptak chowa się w chmurach. Żegnaj Marrakeszu.
PODSUMOWANIE
Maroko to kraj, do którego chętnie polecę jeszcze raz. Ludzie jakich mieliśmy okazję spotkać byli bardzo mili, życzliwi i przyjaźnie do nas nastawieni.
Oczywiście sam motyw targowania, jest męczący dla Europejczyka, jednak można się do tego przyzwyczaić. Jest wiele innych rzeczy, które nam rekompensują te niedogodności. Mają pyszną kuchnię i słońce, które jest niewątpliwie plusem, szczególnie jeśli chodzi o styczeń. Swoją relacją, chciałem jednocześnie pomóc tym, którzy wybierają się do Marrakeszu, żeby pomieszkać w opisywanym hotelu, ale również tym, którzy mają na swojej drodze przejazdowej to miasto.
Jak widzicie, można podróżować naprawdę tanio i zwiedzać dużo. Jeśli tą relacją zainspirowałem kogoś choć trochę, aby śmiało i tanio poznawać świat, to bardzo się cieszę. Napiszcie, jakie są Wasze przemyślenia i refleksje. Do zobaczenia na szlaku.
Na koniec coś extra, perełka, czyli jak wygląda ruch uliczny w Marrakeszu. Przecierałem oczy ze zdumienia, jak możliwe jest poruszanie się po drodze w takim chaosie!!! A jednak! Koniecznie zobacz film! Kliknij tutaj.
Marokańska przygoda cz. 1 Marokańska przygoda cz. 2 Marokańska przygoda cz. 3 Marokańska przygoda cz. 4
No Comments